Helen Garner, Woda była strasznie zimna. Rodzinna tragedia i proces o zabójstwo [Czarne]

 

Helen Garner, Woda była strasznie zimna. Rodzinna tragedia i proces o zabójstwo [Czarne]

Reportaże z Czarnego to coś, co zawsze mnie przyciąga. A tym razem wybór padł na książkę Woda była strasznie zimna. Rodzinna tragedia i proces o zabójstwo autorstwa Helen Garner, której punktem wyjścia jest śmierć trojga dzieci w aucie ojca, który wjechał do wody. 

Ta sprawa wstrząsnęła Australią. We wrześniu 2005 roku Robert Farquharson, wracając z trójką swoich kilkuletnich synów z obchodów Dnia Ojca, wjechał samochodem do przydrożnego zbiornika wodnego. Mężczyzna zdołał się wydostać z auta, ale dzieci utonęły. Co takiego wydarzyło się tamtego wieczoru na trasie między Geelong a Winchelsea?

Farquharson tłumaczył się policji, że dostał nagłego ataku kaszlu, po którym zemdlał i stracił panowanie nad pojazdem. Prokuratura postawiła mu jednak zarzut potrójnego zabójstwa. Czy ten – wydawałoby się – skromny i pracowity człowiek byłby w stanie dokonać tak przerażającej zbrodni? A jeśli tak, to dlaczego?

Helen Garner, znakomita australijska pisarka i dziennikarka, śledziła trwający kilka lat proces. Z każdym kolejnym zeznaniem – członków rodziny i znajomych, policjantów i strażaków, ekspertów od wypadków drogowych i lekarzy – obraz oskarżonego coraz bardziej się komplikował. Na jaw wyszły napięcia w rozpadającym się małżeństwie, depresja, poczucie życiowej porażki. Poruszający reportaż Garner to opowieść o kruchości ludzkiej psychiki i nieprzewidywalności naszych zachowań.

Tym, co rzuca się w oczy od początku, jest bardzo spokojna, rzeczowa i skupiona na faktach narracja. Choć autorka wpisuje swoją obecność w historię, pokazując, czemu ją zaciekawiła i jak wyglądał jej udział w wieloletnim procesie, ale robi to w sposób oszczędny i nienarzucający.

Sama historia jest rzeczywiście wstrząsająca. Zdarzenie, które pochłania trzy młode życia, ale z którego dorosły wychodzi bez szwanku musi budzić wątpliwości. Odpowiedzi na pytania zna jedynie Farquharson, ale tym, których udziela, trudno zaufać. To proces ma rozstrzygnąć wątpliwości i udzielić odpowiedzi na pytanie, czy był to wypadek, czy celowe działanie.

Dzięki relacji autorki czytelnik staje się obserwatorem procesu. Oczywiście można sprawdzić jego wynik w sieci, ale warto pozwolić się przezeń przeprowadzić. Poczuć rozpiętość czasu, którą zajęło postępowanie dowodowe i rozmowy ze świadkami. Posłuchać o ustaleniach, ale i błędach, śledczych, o relacjach znajomych oskarżonego. O tym, jak przedstawiano zeznania i jak im zaprzeczano. 

Autorka bardzo sprawnie oddaje atmosferę procesu. Uważnie przygląda się nie tylko oskarżonemu, obrońcy i prokuratorowi, ale także rodzinie i bliskim Farquharsona, próbując wyczytać z ich twarzy emocje i odczucia. Pisze na tyle plastycznie, że w wyobraźni odbiorcy powstają bardzo konkretne obrazy. Cenię także fakt, że nie ma tu mowy o sensacyjnym, tabloidowym wręcz tonie. Autorka wyraźnie nastawiona jest na rzeczowe relacjonowanie zdarzeń i procesu, a nie szokowanie. Emocje, które pojawiają się bezsprzecznie w trakcie lektury, są wywołane ogromem tragedii i niepewnością co do jej przebiegu, a nie sztucznie nakręcane za pomocą przesadnie nacechowanych słów.

Wyraźnie wyczuwalna jest intencja autorki, która obserwując proces także nie szuka sensacji, chwytliwej historii do opowiedzenia, nie zbija kapitału na ludzkiej tragedii, ale próbuje zrozumieć. Próbuje zrozumieć, co się wydarzyło, poznać ciąg przyczynowo-skutkowy, a jednocześnie pyta, czy tragedii można było uniknąć. Przygląda się procesowi, pokazując, jak wokół sądowej narracji narastają też pewne mity, jak trudno w oparciu o proces uzyskać jednoznaczną opinię. Pokazuje, że prawo może jedynie dociekać prawdy, ale finalnie musi zadowolić się opowiedzeniem za bardziej prawdopodobną wersją wydarzeń.

Autorka nie popisuje się erudycją, ale wchodzi w rolę obserwatora, wnikliwie przeglądającego się procesowym detalom. Dzięki temu udało jej się napisać rzetelny i oddziałujący na czytelnika reportaż, który pozostawia nas bez jednoznacznych odpowiedzi. Pokazuje niedoskonałość prawa, z którą trzeba się pogodzić, ale też to, że w medialnym szumie pojawia się mnóstwo interpretacji. Choć sprawa zakończyła się wyrokiem, autorka pokazuje, że nie rości sobie prawa do opowiedzenia się po jednej stronie i pozostawia czytelnikowi decyzję, za którą z równolegle funkcjonujących wersji zdarzeń się utożsamiają. 

To napisana z rzetelnością, plastycznością, ale też celową powściągliwością opowieść nie tyle o winie i karze, ale o dążeniu prawa do odkrycia prawdy. Świetnie ukazuje mechanizm procesowy i towarzyszącą mu narrację społeczną. Oddaje atmosferę procesu i jego męczącą długość, ale pozostawia z pytaniami, na które nie ma odpowiedzi. Długo zostaje w czytelniku, bo uświadamia, że prawo jest i pozostanie niedoskonałe.

Autor: Helen Garner
Tytuł: Woda była strasznie zimna. Rodzinna tragedia i proces o zabójstwo 
Tłumacz: Kaja Gucio
Wydawca: wydawnictwo Czarne

Egzemplarz recenzencki

Komentarze

Copyright © zaczytASY