Jenny Erpenbeck, Kairos [Znak Literanova]
Czy można docenić kunszt pisarski autora, a jednocześnie zupełnie nie zachwycić się samą powieścią? Wygląda na to, że tak. A przynajmniej takie mam odczucia po lekturze nagrodzonej Bookerem powieści Kairos Jenny Erpenbeck. Zawsze bliżej mi było do zachwytu powieściami z list nominacji do tej nagrody niż Pulitzera, ale tym razem fabuła nie znalazła mojego uznania. Choć nie odmawiam autorce warsztatu.
Czy można zakochać się w niewłaściwej osobie w idealnym momencie? A może to właśnie ta chwila sprawia, że wszystko staje się możliwe?
Berlin, deszczowy dzień lipca 1986 roku. Przypadkowe spotkanie w autobusie to początek obsesyjnej relacji między Katheriną, młodą studentką i Hansem, starszym, żonatym mężczyzną. Kochankowie balansują między namiętnością a toksycznym uzależnieniem, łudząc się, że to oni decydują o swoim losie. Jednak oboje są więźniami nie tylko własnych emocji, ale i opresyjnego systemu, który – podobnie jak ich miłość – nieuchronnie zmierza ku dramatycznemu końcowi.
„Kairos” to hipnotyzująca literackim kunsztem opowieść o władzy, złudzeniach i rozpadzie – nie tylko relacji dwojga ludzi, ale i świata, który ich otacza. Erpenbeck mistrzowsko kreśli historię, w której granice między prywatną namiętnością a politycznym tłem zacierają się w przejmujący sposób.
Nie można odmówić tej powieści pewnej kunsztowności. Autorka świetnie operuje słowem, kreśli obrazy z należytą starannością, ale i bez przesadnego skoncentrowania na detalach. Dzięki temu świetnie tka emocjonalną warstwę dla historii, w hipnotyczny sposób wciągając weń odbiorcę.
Świetnie udało się również autorce przedstawić tło wydarzeń, mieszając losy dwojga głównych bohaterów z realiami życia w schyłkowej erze NRD. Co ważne, skupia się nie na spektakularnych wydarzeniach, ale na prozie życia, w której życie toczyło się swoim własnym torem. Jednocześnie otwiera też oczy na koszt, jaki zapłacili mieszkańcy tej części Niemiec za zjednoczenie państwa. To, co zazwyczaj omawiane jest w kategorii sukcesu, dla wielu okazało się jednak życiową porażką, a przynajmniej nie biletem wstępu do raju. Tę warstwę książki doceniam najbardziej i stała się ona dla mnie najbardziej interesująca.
Jednak główna oś fabularna dała mi znacznie mniej satysfakcji. A jest nią rozpisany na lata związek uczuciowy młodej, dorosłej, ale jeszcze nastoletniej dziewczyny i dużo od niej starszego, żonatego mężczyzny. Żadne to novum w literaturze i nawet nie temat tabu, choć autorka naprawdę zgrabnie zestawia ze sobą naiwne, obsesyjne oddanie młodej osoby wobec w gruncie rzeczy cynizmu starszego mężczyzny, świadomego przecież tego, co robi.
Erpenbeck skupia się na perspektywie kobiety, która wikła się w ten romans, świadomie odpychając od siebie myśli o żonie mężczyzny, a następnie raz za razem decydując się ignorować kolejne czerwone flagi. Jej naiwność jest irytująca, choć przecież zrozumiała, jednak w tym miejscu byłam jeszcze ciekawa, w jakie nieoczywiste rejony poprowadzi nas ta historia.
Jednak w miarę rozwoju fabuły czułam coraz większą frustrację. I tu nadal uznać muszę, że autorka świadomie wciąga czytelnika w duszną opowieść o uczuciu nie tylko kontrowersyjnym, ale przede wszystkim toksycznym. Pieczołowicie wprowadza do miłosnej sielanki coraz więcej niepokojących elementów, pokazując jad zatruwający bohaterów i powolny rozkład tej relacji. Trudno zachować spokój w trakcie lektury i niejednokrotnie miałam ochotę cisnąć książkę w kąt, tak bardzo frustrowały mnie wybory bohaterki, jej postępowanie i nieumiejętność dostrzeżenia prawdziwego oblicza jej kochanka. Ogromu cynizmu, z którym ją kontrolował i wymagał całkowitego oddania i wierności, podczas gdy sam przez lata nie rozwiódł się z żoną, a wcześniej miewał inne kochanki. Frustrowała mnie także postawa najbliższych bohaterki, którzy zamiast przemówić jej do rozsądku, czynnie lub biernie wspierali ją w tym urojonym życiu.
Oczywiście fakt, że książka wzbudziła we mnie tak silne emocje, nawet jeśli głównie negatywne, świadczy przede wszystkim o tym, że stworzyła opowieść wciągającą, wiarygodną i angażującą. I tu należą jej się duże brawa. A jednak nie jestem w stanie ocenić powieści wysoko i nie rozumiem do końca, skąd nagroda. A wszystko z powodu zakończenia.
Podążając przez tę przytłaczającą historię obsesyjnego uczucia, toksycznej relacji, autorka zdaje się składać obietnicę, oczekiwałam, że nie będzie to kolejna historia o "niszczącej sile miłości", ale coś więcej. Od czasu Wichrowych wzgórz Bronte takich historii powstało już wiele. To, co kiedyś szokowało, wykraczając poza granice moralności, choć nadal jest moralnie karygodne, nie szokuje tak bardzo. Nawet dodanie interesującego tła historycznego i ciekawego twistu związanego z przeszłością głównego bohatera, to dla mnie za mało, by uznać książkę za wybitną. Bo niestety mnie nie przekonuje zakończenie.
Czego zabrakło? W mojej perspektywie to historia, która prowadzi donikąd. Nie zaoferowała mi ani katharsis po całej frustracji przebiegiem toksycznej relacji, ani ciekawej konkluzji. Historia urywa się tam, gdzie można dodać wiele interesujących spostrzeżeń na temat wyzwalania się z takiej relacji i gdzie można postawić pytanie, czy bohaterka dostrzega w ogóle, co tak mocno naznaczył jej życie. Po tak pełnym detali skupieniu na relacji zostałam pozostawiona z poczuciem, że oto przeczytałam kolejną historię o emocjonalnym uwikłaniu, ale poza dekoracjami nie ma w niej nic, czego już bym nie czytała. Nie wiem, jakie życiowe i emocjonalne konsekwencje wydarzeń towarzyszyły bohaterom i dlaczego nawet w dojrzałym wieku bohaterka zdaje się wspominać je z sentymentem. To tylko moja jednostkowa perspektywa, ale nie czuję się usatysfakcjonowana lekturą (czego nie mogę w pełni uzasadnić, bez podawania szczegółów). Tak, to opowieść o nieprzystającym do społecznych norm romansie, toksycznym, wyniszczającym uczuciu, z ciekawymi portretami postaci wyrosłymi z osobnych historycznych doświadczeń i ukształtowanych przez inne doświadczenia związane z niemiecką historią, wypełniona sztuką i muzyką, ale finalnie niewykraczająca poza model opowieści o złym romansie, pozbawiona satysfakcjonującej puenty.
Autor: Jenny Erpenbeck
Tytuł: Kairos
Tłumacz: Eliza Borg
Wydawca: Znak Literanova
Egzemplarz recenzencki
![Jenny Erpenbeck, Kairos [Znak Literanova]](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjqw1CkM4KdMR5zHVj3kq44IHAIVA8H5xGj79Mo1_K1M34ojehPmlmcw5jAORgT_a4AWsgAsDu-6XX49RM0X_JLtBUeAMjLMEXbY0DTpRAYPn6E4vRkEq_5_hSA5GNHYQVJSEUkMMXwz8WqhhaTI8X54GF0h6rNM9YVsNAFpiTNDygBV8o6vyYE4BA3kuA/w512-h640/Jenny%20Erpenbeck,%20Kairos%20%5BZnak%20Literanova%5D%20(1).png)
Komentarze
Prześlij komentarz