Grzegorz Dziedzic, Ostatni koniec świata [Agora]

 

Grzegorz Dziedzic, Ostatni koniec świata [Agora]

Grzegorz Dziedzic zdobył moje uznanie jako autor osadzonych w Chicago kryminałów retro. Jednak po jego najnowszą książkę sięgnęłam ze świadomością, że będzie się różnić od poprzednich. Ostatni koniec świata okazał się zaskakującą, ale udana literacką podróżą.

Współczesne Chicago. Miasto, które nigdy nie śpi, tylko czasem zapada w półsen. Brudny, zmęczony, trochę desperacki.

Radek Rudy Kowalski, detektyw w departamencie policji w Des Plaines, zna to miasto od podszewki. Niepijący alkoholik, republikanin, katolik uwikłany w trudną relację z Bogiem i człowiek, który kurczowo trzyma się zasad, żeby nie rozpaść się od środka. W pracy bezkompromisowy. Po godzinach prowadzi mityngi AA, próbując ratować innych przed tym, co zna najlepiej: powolnym osuwaniem się w ciemność.

Od kilku nocy budzi się o 1:37.

Zlany potem, z głową pełną krwawych obrazów, które nie przypominają zwykłych koszmarów. Są zbyt realne.

Kiedy zostaje wezwany na miejsce rozszerzonego samobójstwa, odkrywa coś, co wywraca jego świat do góry nogami. Ofiary to ci sami ludzie, których zabijał w snach.

Śledztwo wciąga go coraz głębiej w mroczne podziemia miasta i zamkniętej grupy Unus Mundus, do świata, w którym religia miesza się z obłędem, a przemoc i uzależnienia splatają się w hipnotyczny, transowy rytm. Gdy granica między jawą a wizją powoli się zaciera, Rudy zaczyna podejrzewać, że nie jest tylko przypadkowym świadkiem tej historii.

A co, jeśli od początku był jej częścią?

"Ostatni koniec świata" to hipnotyczny kryminał z literackim nerwem - przeszywająca, transowa opowieść o winie, wierze i przeznaczeniu.

Niesamowita była to powieść, z od pierwszych scen świetnie zbudowanym klimatem. Autor z dużym wyczuciem zestawia brutalną zbrodnie z sennymi majakami głównego bohatera, pokazując odbiorcom, że nic tu nie będzie oczywiste i sztampowe. I udaje mu się przez całą powieść utrzymywać nieoczywistą równowagę pomiędzy tym co oniryczne, a czasem wręcz deliryczne, a kryminalną zagadką i prowadzonym na granicy (choć może i poza nią) prawa śledztwem.

Główny bohater to postać, której daleko do ideału. Gliniarz, który nie waha się działać i nie trzyma się ściśle przepisów, który ma też swoje za uszami. Do tego trzeźwy alkoholik, który bierze pod swoje skrzydła szukającego wsparcia młodego mężczyznę. To postać pełna rys i zadr, które wciąż w sobie nosi, żywa manifestacja błędów, który próbuje być jednak dobrym człowiekiem i ojcem, choć niekoniecznie mu to wychodzi. Postać nakreślona z rozmysłem, pełna półcieni, interesująca i niejednoznaczna, choć jednocześnie przykuwająca uwagę. Złożony portret psychologiczny bohatera czyni go ciekawszym i umożliwia zrozumienie zachowań. Radek „Rudy” Kowalski jest niewątpliwie siłą tej powieści.

Siłą jest także autentyzm wpisany w oniryczną atmosferę. Autentyczne jest w powieści Chicago, które autor dobrze zna, a także obecność w nim współczesnej Polonii, emigrantów i dzieci emigrantów. Manifestacją doświadczeń polskiej emigracji jest choćby wplatanie w dialogi, a także w myśli bohatera polengliszowego slangu. Przede wszystkim zaś znaczenie ma realizm zmagań z uzależnieniem, który dotyczy nie tylko głównego bohatera. Autor czerpie ze swoich doświadczeń jako terapeuty i przekłada to na język powieści.

Dużym wyczuciem wykazał się autor, konstruując intrygę. Osadzenie kryminalnej zagadki na transcendentnym podłożu jest wyzwaniem i trzeba umiejętnie prowadzić narrację, by szale wagi pozostały w równowadze. Zbyt wiele oniryzmu może przemienić opowieść w majak, a zbyt wiele realizmu sprowadzić transcendencję do poziomu rekwizytu. Jednak tej pułapki autor unika, wciągając czytelnika w duszną, gęstą opowieść, w której wiele jest tajemnic i wiele podaje się w wątpliwość. W czasie lektury trudno uwolnić się od uporczywego weryfikowania zdarzeń, snów i działań sekty, próbując - bez jasnego rezultatu - sprowadzić je do mianownika obłędu, pijackich zwidów czy projekcji wywołanych guzem mózgu. I to sprawia, że historia nie jest tylko kolejnym kryminałem z wątkiem sekty, ale czymś znacznie ciekawszym. Religijny fanatyzm miesza się tu z obłędem i psychiczną manipulacją, policyjne śledztwo z osobistymi zmaganiami bohatera, a wszystko to podlane zostaje alkoholem i narkotyczną jazdą oraz mistycznymi przepowiedniami. 

Zamiast klasycznej dedukcji i narracji o policyjnym śledztwie dostajemy przypominającą trans opowieść, od której trudno się oderwać. Ze świetnie wykreowanym bohaterem, oniryzmem zmieszanym z autentyzmem i może odrobinkę przewidywalnym zakończeniem, do którego jednak dochodzi się w ciągłym zaskoczeniu. Do tego żywe, mięsiste dialogi i gęsta atmosfera. Czyta się świetnie, nawet jeśli pojawia się tu trochę chaosu.

Autor: Grzegorz Dziedzic
Tytuł: Ostatni koniec świata 
Wydawca: wydawnictwo Agora

Egzemplarz recenzencki

Komentarze

Copyright © zaczytASY