Elizabeth Arnott, Klub żon seryjnych morderców [Wydawnictwo Poznańskie]

 

Elizabeth Arnott, Klub żon seryjnych morderców [Wydawnictwo Poznańskie]

Czy czytając o seryjnych mordercach zastanawiacie się nad ich żonami lub partnerkami? Bo przecież nie każdy seryjny jest samotnikiem. O tych kobietach wiemy tyle, ile rozgrzebie prasa, ale osądy wydajemy dość łatwo. Bo przecież trudno uwierzyć, że nic nie wiedziały, nic nie zauważyły. Zaocznie skazane na społeczny ostracyzm, odchodzą dla nas w zapomnienie, mimo że ich życie przecież się nie kończy.  A co dalej? Elizabeth Arnott najwidoczniej uznała, że odpowiedź na to pytanie może być punktem wyjścia ciekawej opowieści z wątkiem kryminalnym w tle. I tak powstał Klub żon seryjnych morderców.

Beverley – była modelka, matka dwójki dzieci. Jej były mąż, akwizytor, zamordował siedem kobiet. Elsie – ambitna dziennikarka. Jej eks, nauczyciel, śledził i mordował swoje uczennice. Margot – błyskotliwa, odważna i zadziorna. Jej były, polityk, zabijał z nudów. Na pewno wiedziały, bo jak mogły nie wiedzieć? Chociaż wszyscy rozmawiają o nich za ich plecami, nikt nie pyta je o strach ani o poczucie winy. Beverley, Elsie i Margot wiedzą już, że to piętno nie znika. Można tylko zdecydować, co się z nim zrobi. Gdy w okolicach spokojnego Berryview w Kalifornii w latach sześćdziesiątych zaczynają ginąć młode kobiety – studentka, cheerleaderka, modelka – a policja konsekwentnie ignoruje powiązania między sprawami, trzy przyjaciółki postanawiają wziąć śledztwo w swoje ręce. Bo kto lepiej niż one wie, jak myślą mordercy, skoro przez lata dzieliły z jednym z nich dom, łóżko, życie? Klub żon seryjnych morderców to poruszająca i trzymająca w napięciu opowieść o poczuciu winy, przyjaźni i o tym, jak z cudzej zbrodni można wykuć własną siłę.

To nie jest typowy kryminał czy thriller, ale powieść łącząca w sobie elementy różnych gatunków. Coś więcej niż historia o łapaniu zabójcy. To przede wszystkim opowieść o kobietach, które zmuszone były zmierzyć się ze społecznym ostracyzmem, prasową nagonką i osądem bez możliwości obrony. O kobietach, które same stały się własnymi surowymi sędziami, a jednocześnie postanowiły odbudować własne życie. O kobietach, które nie chciały już więcej przymykać oczu na krzywdę innych kobiet. I o tym, do czego to wszystko doprowadziło.

Akcja powieści nie rozgrywa się współcześnie, dzięki czemu autorka mogła wpisać w fabułę kwestie społecznie przypisywanych kobietom ról i okazywanego lekceważenia. Jednocześnie ich zmagania z dostępem do informacji i przekazywaniem informacji opinii publicznej jest znacznie trudniejszy niż dziś, choć przyznam, że ciekawa jestem, jak obecnie potoczyłyby się losy tych bohaterek. Widać jednak, że autorka wybiera czas akcji świadomie. No i bardzo dobrze oddała klimat tych czasów - z dzwoniącymi stacjonarnymi telefonami, mocną pozycją prasy drukowanej i bardzo maczystowskim podejściem mężczyzn do kobiet.

W zmagania bohaterek (z wyraźnym naciskiem na Beverley, której postać dostała najwięcej "czasu antenowego") z codziennością, z wchodzeniem z nowe relacje z mężczyznami, pracą zawodową (lub nie), w ich dylematy i autoosądzanie zostaje wpisana bardzo zgrabnie kryminalna intryga. Bazując na własnych doświadczeniach, na rozdrapywaniu ran i analizowaniu zachowań własnych mężów, które mogły je wcześniej zaniepokoić, rozpoznają w pozornie przypadkowych zabójstwach młodych kobiet pewien wzorzec. Jednak policja niekoniecznie chce im uwierzyć i przyznać, że w okolicy działa seryjny morderca. A bohaterki muszą zdecydować, czy biernie będą czekać na rozwój wypadków, czy wezmą sprawiedliwość we własne ręce.

Arnott nie tworzy ze swoich bohaterek heroin. Nie są niezłomne, niezwyciężone, nieomylne. Ich siła rodzi się w słabościach, w ciągłym podawaniu w wątpliwość przeszłości, ale też we wzajemnym wsparciu i łączeniu sił. Dlatego Klub... nie jest opowieścią o walce z seryjnym mordercą, ale o kobiecej przyjaźni i sile, którą pozwala ona wydobyć. Jednocześnie autorka, zupełnie mimochodem, zmusza czytelnika do refleksji nad tym, czy żony, partnerki, matki zabójców nie są odsądzane od czci i wiary zbyt pochopnie i bezpardonowo.

To przykład dobrze napisanego kryminału z rozbudowaną warstwą obyczajową. Do tego z bohaterkami, które budzą sympatię, ciekawą intrygą i starannie budowanym napięciem. A do tego to powieść lekka w odbiorze i wciągająca, w sam raz na literacki reset, a przy tym otwiera pole do refleksji.

Autor: Elizabeth Arnott
Tytuł: Klub żon seryjnych morderców 
Tłumacz: Marek Cieślik
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie

Egzemplarz recenzencki

Komentarze

Copyright © zaczytASY