Philip Gourevitch, Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami [Filia Literacka]

 

Philip Gourevitch, Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami [Filia Literacka]

Tym, co odróżnia ludobójstwa od morderstwa, nawet od mordów politycznych (...), jest intencja. Ludobójstwo polega na zamiarze unicestwienia całej grupy. To zamiar jest zbrodnią. Nic dziwnego, że tak trudno to sobie wyobrazić. Trzeba bowiem przyjąć założenie eksterminatora – przestać widzieć ludzi, a zobaczyć lud.

Nie pamiętam, jak wyglądały medialne doniesienia o wydarzeniach w Rwandzie. Kiedy działo się najgorsze, byłam dzieckiem i nawet nie oglądałam Dziennika, nie czytałam gazet. Podobnie jak o Srebrenicy, dowiedziałam się o Tutsi i Hutu później. Ale zgłębiać temat zaczęłam, kiedy ukazała się u nas książka Jean Hatzfelda Strategia antylop, trzeci w sumie reportaż autora poświęcony Rwandzie. A później chwytałam za jego kolejne książki, zgłębiając temat. To były czasy, kiedy próbowałam zrozumieć coś, czego zrozumieć się nie da. Czytałam kolejne książki dotykające tematu ludobójstwa w różnych rejonach, w różnych czasach, wierząc, że to upamiętnia ofiary i że pamięć o nich pozwoli uniknąć tego samego w przyszłości. Teraz już nie wierzę, że ludzkość uczy się na błędach (złudzeń pozbawiła mnie masowa eksterminacja, która dokonuje się na naszych oczach). I nie umiem wyjaśnić, dlaczego sięgnęłam po wydaną po raz pierwszy w 1999 r. książkę Philipa Gourevitcha Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami. A jednak mam nadzieję, że także po nią sięgniecie.

W kwietniu 1994 roku rząd Rwandy wezwał większość Hutu do eksterminacji mniejszości Tutsi. W ciągu zaledwie trzech miesięcy zamordowano 800 000 osób. Philip Gourevitch stworzył poruszający, dogłębny reportaż, który łączy historię ludobójstwa, osobiste świadectwa ocalałych oraz próbę zrozumienia niewyobrażalnego. To nie tylko książka o przeszłości – to ostrzeżenie, pamięć i apel o empatię.

Philip Gourevitch jest laureatem wielu prestiżowych nagród literackich, m.in. Guardian First Book Award, PEN Award oraz National Book Critics Circle Award.

Autor nie był bezpośrednim świadkiem wydarzeń, do Rwandy przybył później, ale może właśnie dlatego jego perspektywa kogoś z zewnątrz, ze świata, który uważa się za kulturowo dojrzalszy (choć nie twierdzę, że tak jest rzeczywiście) od Afryki pomaga także nam przejść drogę, która jest próbą zrozumienia wydarzeń, ale też ich konsekwencji.

W swojej książce Gourevitch próbuje zrekonstruować ciąg przyczynowo skutkowy, pokazując sam akt ludobójstwa w znacznie szerszym kontekście. Solidnie, konsekwentnie przygląda się historii kraju i jego mieszkańców, by odkryć, że ten z pozoru etniczny konflikt jest pokłosiem wieloletniej polityki... kolonizatorów i kolejną skazą sprowadzoną przez kolonialną politykę.

Ludobójstwo to w gruncie rzeczy forma budowania wspólnoty. Władza totalitarna wymaga, by ludzie byli wciągnięci w plan przywódców, a ta metoda – najbardziej perwersyjna i ambitna – jest zarazem najpełniejsza. 

W swojej wnikliwej analizie wydarzeń, autor pisze też o dramatycznych doświadczeniach Tutsi, którzy nie mogli liczyć na wsparcie ani swoich krewnych Hutu, ani sąsiadów, z którymi żyli zgodnie latami, ani nawet duchownych. Byli zdradzani i opuszczani raz po raz, pozostawiani w bezradności. A "biały" świat stał i patrzył. Z daleka, ale i całkiem bliska, jak siły, którym zabroniono udzielania pomocy. Ale nie pisze tylko o negatywach, zauważa przejawy altruizmu i szczęścia. Wspomina także o ukrywających się w hotelu uchodźcach, których historię wielu z nas poznało z filmu Hotel Rwanda.

Polityka, koniec końców, to w znacznej mierze sztuka poruszania się w przestrzeni między złem – lub, jeśli ktoś jest optymistą, czymś nieco lepszym a czymś znacznie gorszym.

Autor przygląda się także ocalałym i sprawcom masakr, którzy muszą dalej żyć obok siebie. Pokazuje także rzecz najsmutniejszą, a nawet dwie. Po pierwsze to, jak obojętne wobec wydarzeń pozostawały rządy światowych mocarstw, jak ci, którzy mieli stać na straży porządku i chronić niewinnych unikali określania wydarzeń adekwatnym mianem, by opinia publiczna nie mogła im zarzucić braku reakcji. Po drugie, jak szybko wszyscy obojętniejemy na medialne doniesienia, niezależnie od tego, jak rzetelne lub przerażające.

Stosy trupów po wybuchu politycznej przemocy to dziś podstawowy składnik naszej informacyjnej diety.

To rzeczywiście klasyka światowego reportażu. Napisana z pełną rzetelnością, wyważonym językiem. Jest nie tylko opisem zdarzeń, ale ich wnikliwą analizą, próbą zrozumienia przyczyn, przebiegu i skutków. Oddaje sprawiedliwość ofiarom, ale i sprawcom, a przede wszystkim nie zapomina, że winni są też ci, którzy nie reagują.

Niestety, jest to lektura bardzo smutna nie tylko z powodu tego, co się wydarzyło. Autorowi udało się obnażyć przed czytelnikiem mechanizm ludobójstwa, ale po to właściwie, by uświadomić mu, że dokładnie to samo działo się wcześniej, później i dzieje się teraz. I że nie istnieje coś takiego jak "nigdy więcej". Ono zawsze trwa przez chwilę, do następnego razu. A świat... wciąż na to pozwala. I patrzy.

Autor: Philip Gourevitch
Tytuł: Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami 
Tłumacz: Adrian Stachowski
Wydawca: Filia Literacka

Egzemplarz recenzencki

Komentarze

Copyright © zaczytASY