Małgorzata Krokosz, Kwitnąc na zgliszczach [WeNeedYA]

 

Małgorzata Krokosz, Kwitnąc na zgliszczach [WeNeedYA]

Dystopijna historia YA i literacki debiut... Czy to mogło mi się spodobać? Cóż, zapowiedzi wydawnicze książki Małgorzaty Krokosz pt. Kwitnąc na zgliszczach były na tyle intrygujące, że postanowiłam się przekonać, czy to rzecz warta uwagi i polecania młodzieży (a może nie tylko).

Katastrofa zmieniła życie na ziemi i stworzyła hybrydy.

Silva sprawi, że świat zakwitnie na zgliszczach.

Silva Hallow ma niebezpieczny sekret – jej ciało porastają liście i pnącza . We Floris tacy jak ona są tylko jednym: celem do eliminacji. Matka od lat stara się ukryć prawdziwe oblicze córki, ale prawdy nie da się uciszyć na zawsze.

Gdy jej przyjaciel ulega dziwnemu wypadkowi w zatoce, Silva, pchana ciekawością, próbuje się dowiedzieć, co tak naprawdę się tutaj dzieje. W dzikiej, zmutowanej przyrodzie spotyka potwora jak z koszmaru i odkrywa, że świat poza Floris może być jeszcze groźniejszy, niż mówią legendy. Pomóc może tylko Patrick – były strażnik uznany za szaleńca – i Ben, przyjaciel z dzieciństwa, który właśnie dostał przydział do Straży.

Nad obóz nadciąga Front Oczyszczenia, fanatyczna organizacja, pragnąca wytępić wszystkie hybrydy. Wiszące nad Floris zagrożenie sprawia, że w Silvii coś się budzi. Roślinność reaguje na jej gniew, ziemia drży pod jej stopami, a delikatny biały kwiat wyrastający ze znaku wroga staje się obietnicą zemsty.

Zapowiadało się intrygująco, a wyszło... całkiem dobrze. Muszę przyznać, że ze skierowanych do młodych dorosłych historii, na które natknęłam się ostatnimi czasy, to jest solidny debiut i bardzo przyzwoita opowieść. Przemyślana i z potencjałem na więcej.

Autorka wrzuca czytelnika do wykreowanego przez siebie świata i osadza w rzeczywistości, w której żyje bohaterka. Nie rzuca się od razu na głęboką wodę, nie sili na epickość, a pozwala dostrzec ten skrawek rzeczywistości, który jest właśnie dla młodej bohaterki dostępny. Widzimy postapokaliptyczny  świat, w którym człowiek zepchnięty został do defensywy. Poznajemy jedną osadę, która własnymi siłami próbuje chronić się przed zagrożeniami, które czają się na zewnątrz. Próbujemy te zagrożenia rozpoznać, choć trudno jeszcze je objąć rozumem.

W tym świecie przyroda, której dotąd zagrażał człowiek, staje się dla ludzkości zagrożeniem. Zawłaszcza przestrzeń, a ludzie muszą gospodarować zasobami, które im pozostały, bez możliwości produkcyjnych. To nie jest tak, że w kreacji świata przedstawionego trudno znaleźć inspiracje czy skojarzenia - choćby z pozycjami takimi jak The Last of Us. Krokosz czerpie z popkulturowych postapokaliptycznych tradycji gatunku, ale robi to rozważnie i sugestywnie. Balansuje między ekspozycją świata przedstawionego a rozwojem akcji, dopasowuje skalę świata do percepcji bohaterki i w efekcie tworzy świat, który intryguje, pociąga, ale i budzi niepokój. A taki świat aż chce się eksplorować.

Mała skala świata, zamknięcie akcji w obrębie osady, nie jest unikiem, nie maskuje braku pomysłu na rozbudowany świat, ale stanowi świadomą decyzję, która buduje nić porozumienia między młodą bohaterką, która nie zna niczego poza Floris a czytelnikiem. Autorka uzupełnia ten obraz o szerszy plan czy to poprzez retrospekcje dotyczące przeszłości bohaterów, czy też w finale, otwierając drogę do rozszerzenia świata i eksplorowania białych plam na mapie. Tymczasem jednak buduje opowieść inicjacyjną, w której bohaterowie tracą tę namiastkę bezpieczeństwa, jaką dawały im złudzenia i unikanie konfrontacji z rzeczywistością.

Bohaterowie są może nakreśleni dość schematycznie, ale także mają swój potencjał. Podoba mi się, że choć historia ma już zarys wątku romansowego, nie dominuje on fabuły całkowicie i jedynie buduje przestrzeń do późniejszych (mam nadzieję) wydarzeń. Mimo jednak wspomnianej schematyczności w kreacji postaci, autorka dobrze buduje dynamikę relacji między nimi i każdej z głównych postaci daje zalążek ciekawej backstory, która wpływa (lub będzie wpływać) na ich motywacje i losy. 

Biorąc pod uwagę zakończenie, myślę, że możemy spodziewać się dalszego ciągu, ale co ważne, ta powieść nie cierpi na syndrom pierwszego tomu, w którym niewiele się dzieje i wszystko jest zapowiedzią wszystkich wydarzeń. Choć akcja nie pędzi nadmiernie, sama historia nie jest wyłącznie rozbudowaną ekspozycją, a napięcie i dramatyzm są konstruowane z rozwagą. Oczywiście im więcej wiemy o świecie przedstawionym, tym więcej pojawia się pytań. Nie wiemy, dlaczego świat wygląda tak, jak wygląda, nie znamy przyczyn zachodzących zjawisk, a Front Oczyszczenia wydaje się jedynie niszczycielską siłą bez solidnych argumentów, ale to rzeczy, które rokują na rozwinięcie.  Niewiadome potęgują atmosferę niepewności i przykuwają do lektury, a nie maskują brak pomysłu na prowadzenie akcji. Raczej stanowią podstawę do oczekiwania na ciąg dalszy, zapewniając emocje już teraz.

Choć powieść nie jest może literackim objawieniem (a, umówmy się, nie każdy debiut musi nim być), to całkiem ciekawy, przemyślany fabularnie debiut, który stanowi obraz dorastania w poczuciu zagrożenia, próbę odnajdywania się w opresyjnym systemie i refleksje na temat miejsca człowieka w konfrontacji z naturą. Ma potencjał na ciąg dalszy i jest dobrą, nieogłupiającą rozrywką, nie tylko dla młodych dorosłych. Bywa przewidywalna, zwłaszcza dla tych, którzy eksplorują gatunek od lat, ale ma w sobie też iskrę świeżości i zachęca do tego, by czekać na ciąg dalszy.

Autor: Małgorzata Krokosz
Tytuł: Kwitnąc na zgliszczach 
Wydawca: WeNeedYA

Egzemplarz recenzencki

Komentarze

Copyright © zaczytASY