Torborg Nedreaas, Nic nie rośnie w blasku księżyca [Wydawnictwo Poznańskie]
Wspominałam już kiedyś, że literatura nie ma terminu przydatności, choć zdarza się, że ujęcie pewnych tematów po latach trąci myszką. Nie jest to jednak przypadek powieści Torborg Nedreaas pt. Nic nie rośnie w blasku księżyca, która, choć powstała w pierwszej połowie ubiegłego wieku, wciąż pozostaje aktualna i robi wrażenie.
Koniec końców to przecież jedyne, za czym tęsknimy. Ciepło człowieka u naszego boku.
W pewien wiosenny wieczór bezimienny mężczyzna spotyka na ulicy bezimienną kobietę. Ona ma ze sobą tylko czerwoną walizkę i wydaje się bardzo smutna. Spacerują po mieście, aż trafiają do mieszkania mężczyzny. Wtedy kobieta zaczyna mówić i w ciągu jednej nocy opowiada historię swojego życia. Jej relacja jest chaotyczna, zapętla się, powtarza i często przeczy samej sobie. Kiedy ona przerywa i sięga po kieliszek wina albo papieros, on próbuje zrozumieć, co się dzieje, ale wątków i emocji jest zbyt dużo.
Z opowieści wyłania się jednak obraz kobiety, która miała życie pełne marzeń i planów, ale zniszczyło je pragnienie miłości. Obsesja i cierpienie sprawiły, że otarła się o śmierć. Teraz szuka drogi powrotnej, ale czy będzie potrafiła ją znaleźć?
Choć minęło wiele dziesięcioleci, odkąd opublikowano powieść, nie straciła ani trochę na sile przekazu. Tym bardziej że i tematyka - o z grozo - wciąż aktualna. I nie chodzi tylko o tę najbardziej szokującą jej część, ale też o kwestie uczuć, potrzeby bycia kochanym, samotności i toksycznych relacji. Warto też pamiętać o tym, że choć forma powieści dziś nie wydaje się szczególnie wyróżniać, to w pierwszej połowie XX wieku była dość nowatorska.
Klamrą opowieści jest rozmowa dwojga bohaterów, choć z akcentem na wypowiedzi bohaterki, które stają się dla nas przewodnim monologiem prowadzonym w konfesyjnym stylu. To w tym wyznaniu zawierać się będą jej doświadczenia, refleksje i emocje. A my, podobnie jak mężczyzna, do którego się zwraca, staniemy sie ich przypadkowymi słuchaczami. Słuchaczami, których rola do tego właśnie się sprowadza.
Mamy tu do czynienia z pogłębionym portretem psychologicznym kobiety, której miłość przybrała kształt obsesji, ale też której miłość została wykorzystana i potraktowana ze wzgardą. Portret osoby, której życie nie oszczędzało, wyrosłej w niedostatku, dla której uczucie było poniekąd wołaniem o pomoc i uwagę. To powieść poruszająca, smutna i momentami wstrząsająca, która długo zostaje z czytelnikiem.
Choć powieść powstała w 1947 roku, jest tak naprawdę ponadczasowa. Pozostaje aktualna mimo upływu lat. Porusza trudne tematy, często z intensywnością, która emocjonalnie przytłacza, pozostawiając trwałe wrażenie i skłaniając do refleksji nad ludzkimi relacjami. Choć może być szokująca, nie ma w tej historii przesady. Nie ma sztucznej dramatyzacji. Wszystko, o czym opowiada bohaterka, nosi znamiona autentyczności. Autorka jednocześnie nie zmusza czytelnika do jednej konkretnej interpretacji. To, jak powieść odbierzemy, zależy od nas samych. Nie można jednak pozostać wobec bohaterów i wydarzeń obojętnym, tak po mistrzowsku jest skomponowana i napisana.
Język powieści doskonale oddaje naturę bohaterki. Jest prosty, czasem gorączkowy, pełen powtórzeń, dygresji i emocjonalny. To język prostej kobiety, pozbawiony ozdobników, wydumanych metafor, często dosadny, pełen ambiwalentnych uczuć wobec opisywanych zdarzeń i osób. Świetnie zbudowana atmosfera niemal dosłownie osadza nas w scenie, w sytuacji nocnych wyznań przy papierosach i dymie. W tej dusznej ciszy słowa wybrzmiewają mocniej, a desperacka potrzeba wyznania oddziałuje na odbiorcę wyraźnie. W całej surowości przekazu, pasującego do surowego życia bohaterki, wyłania się niczym wątła roślina na kamienistym gruncie pewna subtelność, delikatność tkwiąca pod twardą skorupą kobiety doświadczonej przez życie. Mówi ona wiele o nas, jako o ludziach, często szorstkich z wierzchu, lecz miękkich i podatnych na zranienie w środku. Autorka świetnie pokazuje kobietę, która jest symbolem, uosobieniem spychanych na margines osób, które rozpaczliwie pragną być kochanymi. Z tej rozpaczy godzimy kryć się z uczuciami, godzimy się na uczucie, które toczy się tylko nocą, ale przecież "nic nie rośnie w blasku księżyca", więc i ukrywane uczucie nie ma szansy rozkwitać. Staje się tylko marną imitacją.
Niełatwo tę książkę odłożyć, choć momentami naprawdę przytłacza. Do tego stopnia, że trudno wziąć oddech i uwolnić się z potoku myśli. Lecz to właśnie świadczy o jej klasie i ponadczasowości, że tak duże wrażenie wywiera w zupełnie innym wieku, w innych czasach. Warto zdać sobie przed lekturą sprawę, że autorka porusza wiele tematów wrażliwych, w tym niechcianej ciąży i aborcji. Choć akcja rozgrywa się w powojennej Norwegii, jest to historia uniwersalna, z dużą dozą emocji.
Autor: Torborg Nedreaas
Tytuł: Nic nie rośnie w blasku księżyca
Tłumacz: Karolina Drozdowska
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie
Egzemplarz recenzencki
![Torborg Nedreaas, Nic nie rośnie w blasku księżyca [Wydawnictwo Poznańskie]](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhGEtl8neUMSfMrX-8IDfhHvoLki4OkFBS8iP3qbaPt4i1SAEgtUHOsN_SdJd8UZA8vHx1UfhSZj6h08wSVDNcvfb67ZEfpgSdRI0sFGG6jCATB7Krdx8QVPqK7PnDBJbL7xN6PVb8BkBLP_q2jOHwtyC4vs6IR24cclTbaBed5DAr0B0wfmyFcvLfezrY/w512-h640/Torborg%20Nedreaas,%20Nic%20nie%20ro%C5%9Bnie%20w%20blasku%20ksi%C4%99%C5%BCyca%20%5BWydawnictwo%20Pozna%C5%84skie%5D%20(2).png)
Komentarze
Prześlij komentarz