Jenny Erpenbeck, Opowieść o starym dziecku [Znak Literanova]

 

Jenny Erpenbeck, Opowieść o starym dziecku [Znak Literanova]

Po przeczytaniu powieści Kairos Jenny Erpenbeck miałam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony widziałam kunszt autorki, z drugiej zupełnie nie przypadła mi do gustu opowiadana przez nią historia. Czułam więc potrzebę, by raz jeszcze zmierzyć się z jej twórczością, dlatego sięgnęłam po Opowieść o starym dziecku.

Pewnego dnia w środku miasta pojawia się dziwna dziewczynka. Ma szerokie jak u pływaczki ramiona, w ręce trzyma pusty kubeł, a jej twarz przypomina księżyc w pełni. Nie wie, kim jest ani skąd pochodzi. Wydaje się jednak, że wie więcej, niż ujawnia – ale każdy, kto próbuje odkryć jej sekret, czuje się, jakby patrzył w mętne lustro… A dziewczynka ma tylko jedno pragnienie. Czy to bunt przeciw dojrzewaniu, czy desperacka obrona przed okrutną rzeczywistością?

A co, jeśli wcale nie jest osobą, za którą wszyscy ją uważają?

Jenny Erpenbeck, laureatka Międzynarodowej Nagrody Bookera, w swojej mistrzowskiej, wielowarstwowej prozie ukazuje los jednostki jako polityczną alegorię i uniwersalną przypowieść o pamięci, wyobcowaniu i brutalności dorastania. Stawia przy tym fundamentalne pytania: czy człowiek może samodzielnie kształtować własną tożsamość? I czy ma szansę się uchronić przed złem?

Książka będąca debiutem autorki zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Niewielka objętościowo, napisana z mistrzowską precyzją historia, którą - jak każdą alegorię, można czytać na dwóch płaszczyznach. Interesująca jest zarówno w swojej płaszczyźnie dosłownej, jak i metaforycznej, choć wymaga od czytelnika uważności i umiejętności spojrzenia poza to, co oczywiste.

Początek historii to oszczędna w słowach relacja opisująca pojawienie się niemal znikąd dziwnego milczącego dziecka. Dziewczynki, która nie umie, a może nie chce, powiedzieć, skąd się wzięła i gdzie przebywała wcześniej. Stopniowa relacyjność przechodzi w poznawanie, w odkrywanie, jak uważną obserwatorką jest bohaterka i jak przemyślane decyzje podejmuje co do swojej roli w grupie i - przede wszystkim - co do swojego milczenia. 

Jest w tej opowieści linearność, podążanie za historią bohaterki bez uwzględnienia jej przeszłości, zainteresowanie tym, co tu i teraz. Jednocześnie gdzieś pomiędzy rozgrywającymi się wydarzeniami niczym okrutne echo pojawiają się szczątkowe mroczne wizje, uświadamiające, że to dziwne dziecko ma jednak jakąś przeszłość, od której się odcina. I tu uruchamia się w czytelniku lawina myśli, trwająca do końca lektury próba uchwycenia sensu tej historii i jego związku z zachowaniami bohaterki.

Choć czas i miejsce akcji nie są wyraźnie określone, autorka zostawia nam tropy, które też przydadzą się w późniejszej interpretacji. Możemy rozpoznać, że to czas po wojennej klęsce, gdzie w pamięci wciąż są wspomnienia bombardowań (jak choćby bombardowanie Drezna). 

Symboli znajdziemy w tej historii mnóstwo, choć wiele z nich rozpoznamy dopiero po zapoznaniu się z całością opowieści i wraz z jej dogłębniejszą analizą. Są symbole bardziej oczywiste - jak wiadro podkreślające gotowość do służenia, czy lekkość, z jaką bohaterka przystosowuje się do z góry narzuconego ścisłego porządku i struktury sierocińca. Niemiecka autorka punktuje pewne narodowe cechy, które zostały wykorzystane w przeszłości i stały się fundamentem dla działań reżimu. Ale symboliczne sceny są też mniej oczywiste - jak scena ze skradzionymi majtkami, które przez pewien czas stały się zabawką dla grupy dzieciaków, ale po cierpliwym oczekiwaniu wróciły do właścicielki. I tu trudno mi nie doszukiwać się podsumowania powojennej historii Niemiec, zdanych przez jakiś czas na łaskę zwycięzców, ale finalnie osiągającej to, co chciały, spokój i swoją własność.

Niepokojąca jest to lektura. Pełna milczenia, uległości, konfundujących obrazów, których znaczenia początkowo nie rozumiemy. Warto jednak podążać za biegiem fabuły i dopiero z pełnią obrazu przystąpić do interpretacji. Biorąc pod uwagę też narodowość autorki i fakt, że mierzy się ona w debiucie z historią i tożsamością swojego kraju i jego mieszkańców.

To opowieść nie tylko o milczeniu, o świadomej bierności mającej wymazać wszystko to, co było wcześniej. O uważnym obserwowaniu, uporczywym oczyszczaniu siebie przez powrót do dziecięcej niewinności. I pytanie o to, czy taki powrót jest w ogóle możliwy. Bo niedopasowanie do obranej roli pozostaje widoczne, tak jak widoczna jest odmienność bohaterki, wyobcowanie i samotność.

Kiedy już do świadomości czytelnika dociera znaczenie alegorycznej opowieści, może on dostrzec drugie dno niemal w każdej nakreślonej przez autorkę scenie tej kameralnej opowieści. SIęgając po kontekst historyczny oraz własne doświadczenia, czytelnik ma szansę skonfrontować się też z pytaniami, które stawia autorka. Bo to nie tylko opowieść o tym, że nie da się ukryć za niewinnym obliczem i że z przeszłością trzeba się w końcu zmierzyć. To także pytania o zdolność człowieka do kreowania własnej tożsamości, o przyczyny moralnej ruiny, sprawczość i bierność. 

Niezmiernie interesująca to lektura. W bardziej widocznej warstwie pozostaje portretem wyobcowania, także tego wykorzystywanego jako tarcza chroniąca przed światem. W każdej kolejnej warstwie odkryć możemy jednak jeszcze więcej i choć autorka wytycza pewne granice interpretacji, buduje do niej dość szerokie pole. Świetnie, precyzyjnie napisana książka, która zmusza do refleksji i zostaje z czytelnikiem na dłużej. 

Autor: Jenny Erpenbeck
Tytuł: Opowieść o starym dziecku
Tłumacz: Eliza Borg
Wydawca: Znak Literanova

Egzemplarz recenzencki

Komentarze

Copyright © zaczytASY