[#patronat] Aleksandra Dobies, Prymulka [Wydawnictwo Literatura]
O wojnie można opowiadać dzieciom na różne sposoby. Można trzymać się dat, wydarzeń opisywanych w podręcznikach. Ale można też stworzyć opowieść o baśniowym klimacie, którą można czytać zarówno w konkretnym wojennym kontekście, jak i na bardziej uniwersalnym poziomie. I taka właśnie jest Prymulka Aleksandry Dobies, opowieść, która mnie urzekła i która trafiła prosto w moje serce. Po trosze baśń, alegoria oraz opowieść o pokoleniowym doświadczeniu wielu naszych dziadków czy pradziadków.
Dusię, osieroconą i zziębniętą, Jaśmina znajduje w lesie. Przygarnia ją i razem rozpoczynają tułaczkę przez powojenną Polskę. „Ze mną nie zginiecie!” – mówi Stara Olga, która do nich dołącza. Razem docierają do wsi na Warmii. Nie chcą ich tu, boją się ich.
Jedynym przyjacielem osamotnionej Dusi zostaje lis, tak jak ona wystraszony, zraniony, dziki. Ich niezwykłą przyjaźń obserwuje zza płotu Reinhard, Warmijok. I tak jak Dusia oswaja lisa, tak stary szewc „oswaja” Dusię. Popycha ją do rówieśników, tłumaczy świat, a dziewczynka odwdzięcza mu się najcenniejszym darem – przyjaźnią.
To dlatego nazywa ją Prymulką.
Opowieść o drugim życiu, które może się zacząć nawet po największej stracie.
Trzy splecione losy
W centrum opowieści staje dziewczynka, która straciła wszystko. Dla jej młodego umysłu jest to o tyle niepojęte, że pozostaje na granicy świadomości, a namacalnym świadectwem tragicznej nocy są blizny na rękach, skrzętnie skrywane pod rękawami. Pozbawiona rodziny dziewczynka pod skrzydła samotnej kobiety - Jaśminy, która otacza ją opieką i i „wlewa w nią całą swoją miłość”. Razem wyruszają pociągiem towarowym na zachód, szukając bezpiecznego miejsca do życia. Na stacji kolejowej dołącza do nich Stara Olga, zaradna kobieta podróżująca z maszyną do szycia, która dzięki sprytowi załatwia im miejsce w wagonie.
Autorka w subtelny sposób pokazuje, jak splatają się losy trzech osamotnionych dusz, trzech różnych kobiet, tak bardzo potrzebujących siebie nawzajem. Powodów osamotnienia Jaśminy i Olgi nie znamy (choć jako dorośli możemy się ich domyślać), jednak intuicyjnie rozumiemy, że gdy ich drogi się przecięły, połączyła ich wspólna samotność. I obie znalazły nowy cel w życiu, opiekując się Dusią.
Tułaczka i nowe życie
Choć Dusia nie rozumie dlaczego, kobiety wiedzą, że muszą opuścić ziemie, na których zdarzyło się tyle zła. To zło pozostaje nienazwane, zamknięte w nieoczywistych obrazach, ale znów - na czysto emocjonalnym poziomie jest wyczuwalne i zrozumiałe. I dlatego rozumiemy, dlaczego bohaterki musiały wyruszyć w drogę. Ich tułaczka jest opisana bardzo umiejętnie. W sposób skondensowany, ale ukazujący związane z nią trudności i niepewność.
Bohaterki trafiają do wsi Damród (dawniej Damrodt), gdzie zajmują opuszczone gospodarstwo. Zajmują miejsce po ludziach, którzy sami zmuszeni zostali do pozostawianie swojego dobytku. Wypełniają pustkę, ale dla miejscowych są elementem obcym, nieznanym i budzą nieufność, którą z czasem przyjdzie im przełamać.
Brzemię innego
Nowe miejsce nie oznacza zupełnego spokoju. Wyruszając w drogę, bohaterki wiele za sobą zostawiły, ale nie mogły tego samego uczynić z bolesnymi doświadczeniami. To, co wymyka się pojmowaniu Danusi, pozostaje niezabliźnioną raną. Dusia stroni od ludzi, a jednocześnie tęskni za towarzystwem. Dlatego tak rozpaczliwie próbuje oswoić lisa. Relacja ze zwierzęciem staje się dla niej lekiem na samotność.
Jaśmina nawiązuje pierwsze ostrożne relacje z mieszkańcami wsi, jednak Dusia po nieudanej próbie integracji stroni od dzieci. Zmaga się z niechęcią rówieśników, którzy nazywają ją „Zabugajką”. Autorka w kilku prostych scenach umiejętnie tłumaczy, dlaczego na przybyszów spoglądano nieufnie, jednocześnie ich "inność" zestawiając z odmiennością miejscowego szewca Reinharda, rodowitego Warmiaka, który uporczywie odmawia określenia siebie czy to jako Niemca, czy jako Polaka.
- A jakie to ma znaczenie, czy ktoś jest Zabugajem, Niemcem, Warmiakiem czy Polakiem? Przecież wszyscy jesteśmy tacy sami.
- Chyba tak łatwiej im rozeznać, kto dobry, a kto według nich zły. Patrzenie w duszę, Danusiu, wymaga wysiłku, a takie szast-prast, jeden tu, drugi tu, jest łatwiejsze.
Stopniowe nawiązywanie relacji przez Dusię ze Stasiem czy Reinhardem jest dla Dusi początkiem drogi ku zdrowieniu, wychodzeniu z traumy. Ważną rolę odgrywa tu też lis Cynamon, którego Dusia oswaja – proces ten odzwierciedla jej własne wychodzenie z dzikości i strachu ku zaufaniu.
Połamane drzewa
Dobies z wielką wrażliwością opisuje wojenną tragedię ludności zabużańskiej, ale także tragedię Warmii, ziemi, na którą przybywali uchodźcy – grabieże czy wymazywanie niemieckich nazw, Zestawiając ze sobą losy trzech przybyszek i starego szewca, dobitnie ukazuje dramaty ludzi, których „drzewa genealogiczne połamano”. Przejmującą sceną jest wycięcie przez „cienie” sadu jabłoniowego Reinharda, co jest aktem bezmyślnej nienawiści wobec tego, co „niemieckie”.
Autorka w prosty, a zarazem piękny sposób pokazuje, jak w czasie nawiązywania relacji miejscowi i przybysze porównują swoje wierzenia, tradycje, legendy. Zauważają różnice, ale uczą się też dostrzegać, jak wiele ich łączy. I jak ważnym elementem integracji staje się włączenie w lokalną obrzędowość.
Słowa i symbolika
W książce wybrzmiewają warmińska gwara czy zabużańskie legendy, co nadaje jej unikalny, baśniowy klimat. Pięknie wybrzmiewa też symbolika tytułu. Przydomek nadany Dusi przez Reinharda odzwierciedla nadejście wiosny i nową nadzieję.
Książka jest pięknie napisana. Prosto, a zarazem poetycko. Realnie i baśniowo. Jej niespieszny rytm buduje bajkowy klimat, jednocześnie tworząc przestrzeń dla wyrazistych emocji. W tej niezbyt obszernej opowieści autorka umiejętnie zawarła całą masę tematów. Dramatyczne doświadczenia uchodźców ze wschodu, wysiedlenia ludności, kwestie tożsamości i przynależności narodowej. Opowiada o radzeniu sobie z traumą i nawiązywaniu nowych relacji. To historia o przyjaźni i rodzinie, odnajdywaniu szczęścia po ciężkich chwilach. Poruszająca, ale napisana z empatią także wobec młodego odbiorcy.
Ogromne wrażenie robi na mnie baśniowy charakter opowieści. Jest opowiedziana w taki sposób, że możemy odczytać ją w historycznym kontekście, konkretyzując zdarzenia, ale też na poziomie alegorycznym potraktować jako opowieść o wspólnym doświadczeniu wszystkich osób dotkniętych wojną, dowolnym konfliktem, który niszczy rodziny i zmusza do porzucenia domów. Autorka świadomie dobiera środki wyrazu i kreśli sceny w taki sposób, że pozostają zrozumiałe niezalenie od posiadanej przez odbiorcę wiedzy historycznej. Tworzy w ten sposób nie tylko lekcję historii, ale też stanowi emocjonalne i literackie przeżycie.
Dom to ludzie
„Prymulka” to lektura poruszająca i wciągająca zarazem. Inspirowana realnymi wydarzeniami, ale w pewnym sensie pozostająca baśnią, bezpieczną, przemyślanie skomponowaną z obrazów i symboli, z uniwersalnym, czytelnym przesłaniem. W empatyczny, także wobec młodego odbiorcy, sposób dotykająca spraw bolesnych, a jednocześnie dająca nadzieję. Opowieść o dramatycznych doświadczeniach, która może stać się przyczynkiem do niejednej ważnej rozmowy.
To także historia o tym, że dom to nie tylko mury, ale przede wszystkim ludzie, którzy pomagają nam nieść nasz bagaż doświadczeń. Że rodziną można zostać z wyboru. I że nawet w czasie najgorszej zimy jest nadzieja na wiosnę.
Autor: Aleksandra Dobies
Tytuł: Prymulka
Wydawca: Wydawnictwo Literatura
Egzemplarz patronacki
![[#patronat] Aleksandra Dobies, Prymulka [Wydawnictwo Literatura]](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjqnOwxn5pJwWeBIo_TxcxRFvhxkXtex8Qqu5iQucqno8qO_o59PU9gu7IIGO98m0x60pNP-dZgxNFs7aflpvLMvL6-uZ7JV_m64SMIzR1cFM73SZDfFIZYJF5NhlRjXYDUeI8vNv0dV3O6mj1LcnSlHYQ9d2y9FqeBONkSEExfvbjxn4lemlbIehRIWWY/w512-h640/%5B%23patronat%5D%20Aleksandra%20Dobies,%20Prymulka%20%5BWydawnictwo%20Literatura%5D%20(1).png)
Komentarze
Prześlij komentarz