Nana Kwame Adjei-Brenyah, Gwiazdy w łańcuchach [Fabryka Słów]
Walki na arenie ku uciesze gawiedzi... To motyw znany w kulturze od starożytności. I wykorzystywany raz po raz w literaturze i filmie w mniej lub bardziej pomysłowy sposób. Czasem dla samego widowiska, czasem dla powiedzenia za jego pośrednictwem czegoś więcej. Sięgając po Gwiazdy w łańcuchach, których autorem jest Nana Kwame Adjei-Brenyah, byłam ciekawa, czy znajdę w środku wartki i barwny opis igrzysk, czy też społeczną, a może polityczna refleksję. Jedno powiem już teraz, to był naprawdę dobry wybór lektury.
Pamiętasz historie o szlachetnej Ameryce? O wolności, która przysługuje każdemu, o drugich szansach i sprawiedliwości?
To nie będzie taka historia.
"Gwiazdy w łańcuchach" to igrzyska w streamingu, w których skazani przelewają krew ku uciesze wiwatującej publiczności. Łączą reality show z gladiatorskimi arenami. Działają w świetle prawa. Zarabiają miliardy. I nie biorą jeńców.
To opowieść o więźniach walczących na śmierć i życie na oczach milionów widzów. O skazanych, którzy stali się gwiazdami show, w którym przegrana oznacza śmierć, a wygrana nic poza kontynuacją walki o przetrwanie. O Thurwar i Staxxx – zawodniczkach, wojowniczkach, kochankach, każdego dnia zmuszonych wybierać między działaniem choć symbolicznie humanitarnym a przeżyciem.
To książka o tym, jak wygląda wolność, kiedy trzeba na nią zapracować własną krwią. O systemowym rasizmie, o przemocy sprzedawanej jako rozrywka i o tym, co zostaje, kiedy wszystko inne ci odebrano.
Koncepcyjnie autor nie odkrywa Ameryki. Bo tak naprawdę przenosi motyw gladiatorów, walczących na śmierć i życie na oczach rozentuzjazmowanego tłumu, do bliżej nieokreślonego świata, który może, choć nie musi być naszą przyszłością. Oto ktoś, kiedyś wpada na pomysł, by w świecie bez niewolnictwa (przynajmniej w teorii) postawić w roli walczących... skazanych za morderstwo przestępców. A jednak to, jak wykorzystuje ten motyw i rozwija i jak czyni z opowieści - pośrednio - pewien komentarz społeczny, jest naprawdę godne uwagi.
Decyzją autora świat przedstawiony zostaje zredukowany do aren i ich bliskiego otoczenia. Niespecjalnie liczy się tu geograficzne umiejscowienie, nie ma też znaczenie odniesienie do czasu. Bez znaczenia pozostaje, czy jest to przyszłość daleka czy bliska i samo to jest już pewnym tematem do refleksji. Bo łatwo zauważyć, że nie potrzeba jakichś rewolucyjnych zmian społeczno-ekonomicznych w znanym nam świecie, by wizja walk skazańców sprowadzonych do roli show się ziściła. Wystarczy, że iskra pomysłu trafi na podatny grunt i możliwości technologiczne pozwolą go zrealizować. A czy to faktycznie kwestia odległej przyszłości? Możecie zastanowić się sami.
Ta techniczna kwestia jest zresztą jednym z wątków powieści, którego kolejne odsłony przeplatają się z główną historią. I jest to wątek szalenie interesujący, bo z początku nie wydaje się łączyć z główną osią fabuły. Finalnie jednak okazuje się ogromnie ciekawy i skłaniający do refleksji, bo przypomina o tym, jak łatwo naukowe odkrycia, powstałe ze szlachetnych pobudek, przekuć w narzędzie kontroli i terroru.
Główna oś fabularna skupia się jednak na makabrycznym show, śmiertelnych igrzyskach, których głównymi aktorami są skazańcy. Same starcia są opisane niezwykle plastycznie i dynamicznie, niemal filmowo, tak że odbiorca dosłownie czuje krew i ból, którym przygląda się z mieszaniną fascynacji i odrazy.
W centrum wydarzeń stoją dwie kobiety - Thurwar i Staxxx. Autor najpierw pozwala nam je zobaczyć, a potem stopniowo poznać, przez co ze sceny na scenie rośnie emocjonalne zaangażowanie w ich losy. Nana Kwame Adjei-Brenyah tworzy interesujące portrety postaci, zmuszając odbiorców, by w skazanych dostrzegli człowieka.
Opisy walk więźniów i to, co dzieje się pomiędzy, jest szalenie interesujące i świetnie napisane. Autor kapitalnie buduje napięcie, pracuje dynamiką akcji, to zwalniając tempo, to je podkręcając. Tworzy gęstą od napięcia atmosferę. Zaskakuje przeplata wątek główny dwoma dodatkowymi (wspomnianym już wątkiem naukowczyni, która marzy o sposobie na zniwelowanie bólu oraz więźnia skazanego na ciężkie więzienie, w którym skazanym nie wolno się odzywać), wydobywając z niego coraz to nowe tony.
Ale wszystko to ma swój drugi wymiar, którym jest budowanie pola do pogłębionej refleksji. Bo wszystko, co rozgrywa się na naszych oczach, jest też punktem odniesienia do rozważań, a właściwie zmusza czytelnika do zadania sobie pytań. I w pewnym sensie to, jakie pytania padną, zależy od naszej wrażliwości.
Z jednej strony historia o ludziach, których los zepchnął na margines. O tym, kto może decydować o sobie, o granicach świadomej zgody. O opresyjnym systemie, który pod płaszczykiem sprawiedliwości czerpie zyski z cierpienia. Autor mówi o zjawiskach, które możemy zaobserwować tu i teraz, ponieważ jest metaforą doświadczeń mniejszości rasowych, ludzi dyskryminowanych ze względu na rasę, płeć, status materialny. Nie jest historią o zbrodni i karze, ale o adekwatności tej kary do winy, o nieuchronności losu. Jest też opowieścią o tym, co znaczy wolność, wydzierana pazurami krok po kroku. Autor opowiada o psychologii tłumu, o mrocznej, krwiożerczej naturze człowieka, fascynacji śmiercią i cierpieniem drugiego człowieka, o tworzeniu celebrytów. Opowiada też o próbie ocalenia własnego człowieczeństwa i godności tam, gdzie godność jest odbierana.
Jest to też opowieść o przyjaźni i miłości, o ocalającej mocy budowanej wspólnoty, wbrew wszystkim i wszystkiemu. O zarzewiu rewolucji, która rodzi się z niezgody na rzeczywistość, o jednostkach, które mają odwagę walczyć o drugiego człowieka, choć mogłyby wieść spokojne życie.
Rewelacyjna jest to lektura, która pozwala się cieszyć dobrze napisaną intrygą i interesująco wykreowanymi postaciami, a jednocześnie nie pozwala o sobie zapomnieć, zmuszając do refleksji. Do krytycznego spojrzenia na rzeczywistość, w której żyjemy, i procesy, które nieustannie od stuleci jednym zapewniają przywileje, a drugich spychają na drogę przestępstwa i nie przewidują działań prewencyjnych. Momentami brutalna i krwawa, namacalnie bolesna, a jednocześnie skonstruowana z zamysłem i precyzją. Uwielbiam takie oblicze fantastyki, gdzie zarówno warstwa fabularna, jak i refleksyjna wypadają tak interesująco. Dystopijna, ale jednak rozpoznawalnie realna powieść.
Autor: Nana Kwame Adjei-Brenyah
Tytuł Gwiazdy w łańcuchach
Tłumacz: Grzegorz Komerski
Wydawca: Fabryka Słów
Egzemplarz własny
![Nana Kwame Adjei-Brenyah, Gwiazdy w łańcuchach [Fabryka Słów]](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEihmDsLEfO7rDYQQGbx5kxuC9-faF1hYjOptvDnook697qPqFroSSRIE9G7WiZokCPFF2UHmWpskLuukTOkXTcSq6tUCmFq-XXj9I-kuB24ygJJsGhaZrkYBnZqgHwsRqEQlKfrWhvxOfK4ChBPEAZMb5ZLadtoP1J0nppYJJ7Y3mbAahV1he1VOdEqim8/w512-h640/Nana%20Kwame%20Adjei-Brenyah,%20Gwiazdy%20w%20%C5%82a%C5%84cuchach%20%5BFabryka%20S%C5%82%C3%B3w%5D%20(1).png)
Komentarze
Prześlij komentarz