Frederik Backman, Moi przyjaciele [Marginesy]
Jest coś w książkach Fredrika Backmana, co mnie urzeka. Może to połączenie melancholii i nadziei, okazji do wzruszenia i otulającej aury. W każdym razie na widok nazwiska na okładce czuję w sercu ciepło. Nic więc dziwnego, że na najnowszą powieść Moi przyjaciele rzuciłam się praktycznie od razu i z dużymi oczekiwaniami. Ale nie spodziewałam się, że tę książkę tak pokocham.
Większość ludzi ich nie zauważa – trzech drobnych postaci na końcu długiego mola w rogu jednego z najsłynniejszych obrazów na świecie. Sądzą, że to po prostu morski pejzaż. Ale Louisa, która wkrótce skończy osiemnaście lat i sama marzy o byciu artystką, wie, że jest inaczej.
Ponad dwadzieścia lat wcześniej, w odległym nadmorskim miasteczku, grupa nastolatków ucieka przed codziennością i spędza letnie dni na opuszczonym pomoście. Jest tam zawsze gotowy do bójki Joar, jest spokojny i powściągliwy Ted opłakujący stratę, która dopiero ma nadejść, Ali, która aż za dobrze wie, co to znaczy stracić dom, i wreszcie on, artysta, który chomikuje tabletki nasenne i woli pozostawać w cieniu, ale posiada dar tak niezwykły, że mógłby zmienić świat. Te zagubione dusze w sobie nawzajem odnajdują siłę, by wstawać każdego ranka, by marzyć, by kochać.
Tamtego lata powstaje dzieło sztuki o nadzwyczajnej sile – obraz, który po latach przypadkiem trafia w ręce Louisy. Dziewczyna wyrusza w pełną niespodzianek podróż, by poznać historię jego powstania i zdecydować o dalszych losach. Im bliżej jest prawdy, tym większą czuje potrzebę uwolnienia swojego artystycznego ducha. Jednak szczęśliwe zakończenia nie są gwarantowane i nie zawsze wyglądają tak, jak byśmy oczekiwali…
Czy już mówiłam, że uwielbiam tę książkę? To jedna z tych powieści, do których długo i z przyjemnością wraca się myślami, i jedna z tych, które warto mieć na półce, bo mimo znajomości fabuły będzie się do niej wracać jak do rodzinnego domu.
To rzeczywiście literacki hołd oddany sztuce i przyjaźni zarazem. Punktem wyjścia do opowieści jest zachwyt młodej, samotnej dziewczyny pewnym obrazem i niezwykłe spotkanie w zaułku koło galerii. To pierwszy z klocków domina, które skrzyżują drogi pewnego byłego nauczyciela opłakującego utratę ukochanej osoby i również pogrążonej w żałobie uciekinierki z rodziny zastępczej. To spotkanie w zaułku sprawi, że Louisa stanie się częścią pięknej opowieści o przyjaźni.
Backman ma niesamowite wyczucie literackie. Potrafi pisać zarówno pięknie, jak i bardzo przystępnie, dzięki czemu jego książka jest wartościową lekturą dla każdego odbiorcy. Równie sprawnie unika w swojej opowieści popadania w banał, jednocześnie dotykając spraw tak dobrze odbiorcom znanych.
Pod względem emocjonalnym ta książka to mieszanka wybuchowa. Radość przeplata się tu z rozpaczą, spokój ze zwrotami akcji, melancholia z z pełnym oczekiwania napięciem, delikatność z mocą historii. Nie ma tu miejsca na nudę, za to jest wspaniale zbudowana literacka przestrzeń na łzy i szeroki uśmiech. Choć opowieść bywa druzgocąca, jednocześnie koi i otula jak ciepły koc. Ta powieść powinna stać się bestsellerem i trafić do szerokiego grona odbiorców.
Z jednej strony jest to opowieść o sztuce, o jej pięknie i mocy, o tym, że talent może artyście utorować drogę do lepszego życia. Dać możliwości i utorować drogę. Jednocześnie Backman pokazuje, że język sztuki jest uniwersalny i potrafi przemówić także do tych, którzy nie są jej koneserami, a także łączy ludzi na tę sztukę wrażliwych. Bo w tej historii przecinają się drogi różnych wrażliwych na sztukę osób i każda wpływa na swoje otoczenie.
Jednocześnie autor zmusza czytelnika do zastanowienia, jaka jest uniwersalna wartość sztuki i kto powinien mieć do niej dostęp. Mówi o komercjalizacji dzieł i podejściu zamożnych kolekcjonerów do dzieł artystów, o ich chęci zatrzymania sztuki dla siebie i budowaniu poczucia własnej wartości poprzez gromadzenie wytworów talentu innych. W naszym świecie artysta traci na znaczeniu, przegrywa z kolekcjonerem, który zyskuje władzę nad dziełem.
Backman o sztuce pisze pięknie i poruszająco. Wspaniale odmalowuje obrazy słowami. Robi to tak wyraziście, jakby dzieła te istniały naprawdę. Sprawia, że czytelnik wizualizuje sobie każdy detal, kolor i światłocień, nie spowalniając jednocześnie tempa akcji i nie osłabiając napięcia.
Jednak opowieść jest przede wszystkim wspaniałą, porywającą historią o przyjaźni, peanem na cześć jej piękna i siły. Oto grupka pokiereszowanych emocjonalnie dzieciaków odnajduje ucieczkę przed światem we wzajemnej relacji, często koślawej, nieporadnej, a jednak prawdziwie ocalającej. Takiej przyjaźni można tylko zazdrościć lub cieszyć się ze świadomości, jeśli udało się nawiązać.
Siłą tej opowieści są rewelacyjnie wykreowani bohaterowie. Nietuzinkowi, oryginalni, zniuansowani i głęboko ludzcy. To ich autentyczność stanowi o wiarygodności całej opowieści, niezależnie od tego, jak bardzo skomplikowane są ich losy. Bo Backman po raz kolejny wspaniale zbilansował to, co złożone, z prostotą.
W narracji i dialogach autentyczność miesza się absurdem, humor i sarkazm z głębią, przez co cała powieść dotyka najczulszych strun czytelnika i zapada w pamięć. Autor opowiada tu o samotności i wspólnocie, o traumie, neuroróżnorodności, przemocy, wyobcowaniu. Pokazuje wszelkie trudności związane z wchodzeniem w dorosłość, ale też ocalającą moc przyjaźni. Ten moment rozpoznania, "ona jest jedną z nas", uderza z siłą katharsis i sprawia, że śmiejemy się przez łzy.
Moi przyjaciele to tak naprawdę opowieść złożona z opowieści. Podróż fizyczna, którą odbywają bohaterowie, jest jednocześnie podróżą w czasie, podróżą przez wspomnienia. Dla Louisy te wspomnienia wydarzają się tu i teraz, tak jak dla nas, i wraz z bohaterką przeżywamy je równie intensywnie. Przemyślana konstrukcja powieści, wykorzystująca zetknięcie bohaterów w różnym wieku i narrację drogi, sprawia, że odbieramy ją jako coś znajomego przy pełnej zaskoczeń fabule. Dzięki trafnym decyzjom konstrukcyjnym autor tworzy głęboką, wielowymiarową opowieść przy niskim progu wejścia. A każde wspomnienie konfrontowane z rzeczywistością bohaterów wnosi do opowieści coś nowego i tworzy przestrzeń do refleksji.
Jest to także opowieść o budzeniu w sobie nadziei na różnych etapach życia. Louisa, mimo młodego wieku, już czuje się przegraną w życiowej loterii. Tak bardzo, że nie ma nawet odwagi marzyć. Ted jest sumą trudnych doświadczeń z młodości, które ogromnie podkopały jego wiarę w siebie, a i dorosłe życie nie szczędziło rozczarowań. I w rodzącej się relacji odkrywają, że oboje zasługują na to, by mieć plany i mieć nadzieję.
Poniekąd jest to historia o efekcie motyla. Jedno spotkanie daje nadzieję stłamszonemu nastolatkowi. Jedna rozmowa i jedno zdanie powtórzone matce, daje kobiecie siłę, by dalej żyć i by otoczyć opieką obce dzieciaki. I to jedno zdanie, jedna nadzieja, okaże się iskrą dla kolejnej.
To naprawdę rewelacyjna powieść. O życiu, które kaleczy, i przyjaźni, która daje nam siłę, by trwać. Świetnie napisana, wciągająca i autentyczna, emocjonalnie angażująca i rozdzierająca serce, a jednocześnie otulająco wspaniała. Autor osiąga maksimum efektu, poruszając trudne tematy w przystępny sposób, jednocześnie nie popadając w sentymentalizm. Pokazuje banalne prawdy o życiu ("najniebezpieczniejsze miejsce jest w nas samych") w sposób od banału daleki. Głęboko ludzka, poruszająca, wspaniała. I bez limitu wiekowego, bo trafi i do młodych dorosłych, i tych poważnie dorosłych.
Autor: Frederik Backman
Tytuł: Moi przyjaciele
Tłumacz: Anna Kicka
Wydawca: Marginesy
Egzemplarz recenzencki
![Frederik Backman, Moi przyjaciele [Marginesy]](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgEM4_M3MRtMYocQzwVqtA7khEkH3GiQ1MJAuRiTRPIvsTPous3X2QiN6JYZy28efSjd_-MWKokZAZpKT3j00KFKRQq5NAd0hIvC7nTyL_jQkHSWENONnz43_49h-FFSmohqH9QlOh-qq54EdHdg-WNaazKixIS5Fpoq4ccYIkCXnIGFqVOXAG7RjDd1Gk/w480-h640/Frederik%20Backman,%20Moi%20przyjaciele%20%5BMarginesy%5D.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz