Marcin T. Zdrenka, Kundys [Na Przykład]
Książki nieoczywiste potrzebują przestrzeni. Potrzebują naszej uwagi, miejsca w życiu wygospodarowanego na refleksję i zanurzenie się w historii. Dlatego jeśli sięgniecie po Kundysa Marcina T. Zdrenki w biegu, między robieniem obiadu a bingowaniem seriali na streamingu, niewiele z lektury wyniesiecie. A warto dać książce szansę, bo to historia, która zmusza do zastanowienia. Nie tylko nad bohaterem, ale i nad nami samymi.
„Tamtego dnia nie umarłem, a oni wrócili. Nie umarłem, choć powinienem był. Nie wpadłem pod samochód. Nie dostałem wylewu ani zawału. Nie zabiła mnie złośliwa choroba, która odlicza ostatnie dni jak księgowa. Tamten dzień był majowy, ale nie najechały też na mnie pierwszy ani siedemnasty września, nie zamarzłem w śniegu trzynastego grudnia, ani nie zbłądziłem we mgle dziesiątego kwietnia. (...) Nie umarłem, a oni wrócili. Jakby spełniło się jakieś cudze marzenie, na pewno nie moje”.
To historia spotkania bohatera ze zmarłymi rodzicami, przy której początkowo trudno nie zastanawiać się, czy to realizm magiczny, czy halucynacje bohatera. Jednak stopniowo ta zagadka traci na znaczeniu, bo kluczem do całości staje się dialog bohatera ze zmarłymi. Także dla bohatera, 50-letniego Piotra Kundysa, zaskoczenie pojawieniem się "duchów" jest chwilowe, a sam Piotr szybko przechodzi nad tym do porządku dziennego, wykorzystując sytuację do przeprowadzenia nigdy nieodbytej rozmowy.
Łatwo zauważyć, że dialog jest tylko pozorny, w rzeczywistości zaś to częściej monolog, w którym bohater sam udziela odpowiedzi na pytania, przewidując, co powiedzieliby jego rodzice. W tym aspekcie autor doskonale oddaje sposób, w jaki często prowadzimy rozmowy z innymi w naszych głowach, znajdując w nich wreszcie przestrzeń do wyrażenia tego, czego nigdy nie udało nam się ująć w słowa w bezpośredniej interakcji.
Bohater konfrontuje się z pamięcią o przeszłości, z postaciami rodziców i ich życiowymi wyborami. Wytycza osobiste granice między "ja" a "oni", zupełnie jak w okresie dorastania. Jest to interesująca próba przejęcia władzy nad własną przeszłością i nad pamięcią o niej. Autor świetnie pokazuje, że pamięć nigdy nie jest obiektywna, że wielokrotnie nadpisujemy ją własnymi emocjami, ale też wyobrażeniami. e z czasem ulega ona wypaczeniu zgodnie z naszymi - nie zawsze świadomymi - decyzjami dotyczącymi tego, o czym chcemy pamiętać i jak pamiętać jest nam wygodnie.
Świetnie umieścił autor swoją opowieść w przestrzeni miejskiej, rozpoznawalnej i bardzo realnej dla Torunian, ale wystarczająco niedookoreślonej, by zyskać uniwersalny wymiar dla czytelników spoza miasta. Zachowanie balansu między konkretem i niedookreśleniem nie jest łatwym zadaniem, a jednak w powieści wypada interesująco. Bo przestrzeń jest trochę drugoplanowym bohaterem historii, ale nieznajomość miejsca nie staje się przeszkodą dla odbiorcy.
Zdrenka eksploruje w swojej historii zawiłe relacje rodzinne. Z jednej strony opowiada o potrzebie posiadania przodków, którzy czegoś dokonali, zwłaszcza w kontekście naszej narodowej historii związanej z II wojną światową. Z drugiej, jest konfrontacją z wyborami rodziców, zwłaszcza z tymi, których nie rozumiemy i z którymi się nie utożsamiamy. Jednocześnie z tej międzypokoleniowej wymiany zarzutów, wypominań i żalów, wyłania się opowieść o bardzo zwyczajnej miłości i niezaprzeczalnej więzi, która łączy rodziców i dzieci.
Bohater sam konfrontuje się z własną potrzebą dualnego widzenia świata, ustawiania opozycji bohater a zdrajca, a jednocześnie raz za razem dialog ze zmarłymi dowodzi, że znacznie więcej, a zwłaszcza zwyczajne życie, znajduje się gdzieś pomiędzy tymi granicami.
Piotr Kundys powieści mierzy się też z własną przeciętnością, która wpływa na poczucie skundlenia. Nie umie jej zaakceptować, jakby nie dostrzegał, że przeciętna jest większość z nas. Źródeł tej przeciętności nie szuka jednak w sobie, a w przeszłości, odkrywając raz za razem także przeciętność swoich przodków.
Kundys jest wielowymiarową historią, podaną w bardzo ładnym, przystępnym stylu. Za to wymusza na czytelniku pogłębioną analizę i staje się poniekąd lustrem dla nas samych. Pozwala zauważyć granice własnej tożsamości w kontrze lub poczuciu wspólnoty z odczuciami bohatera. To opowieść o rozczarowaniu rodzinną historią, o poczuciu skundlenia wywołanym brakiem wyraźnego rodzinnego zakorzenienia w miejscu, o potrzebie szukania w przeszłości tego, co determinuje teraźniejszość bohatera i określa jego tożsamość. To także uniwersalna historia, która zmienia się w lustro dla nas samych, zmuszając w trakcie lektury do konfrontacji z niedoskonałą pamięcią, do weryfikowania tego, jak postrzegamy własne relacje rodzinne i jak budujemy swoją tożsamość. Uzmysławia, gdzie leży przyczyna naszych własnych porażek i że prawdziwa dojrzałość nie jest zależna od wieku, a od chwili, kiedy sami przed sobą staniemy w prawdzie.
![Marcin T. Zdrenka, Kundys [Na Przykład]](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgEAfyHigCSHGMk_YwMmgROZ04OfLnTY24VWCwPR6ULNUuFo-H_Lx9LKFuPkVDGzeKpY-d9_2aAfejv5RQSk1iLusiAxpEPKcAgK0jOc1gI6ZFtfKwLhtQJkDRVoIzEE3PaMeV1D_A7WAFql7Spa3MUDhVHE7pXCvSIjG7YjaSntFmkWKqz8C5jZ7fPh38/w512-h640/Marcin%20T.%20Zdrenka,%20Kundys%20%5BNa%20Przyk%C5%82ad%5D%20(2).png)
Komentarze
Prześlij komentarz