Patrick Ryan, Buckeye. Tajemnica małego miasteczka [Filia Literacka]

 

Patrick Ryan, Buckeye. Tajemnica małego miasteczka [Filia Literacka]

Lubicie sagi rodzinne? Ja zdecydowanie lubię się w nie zagłębiać, poznawać sekrety, przyglądać się temu, jak życie rodziców postrzegają kolejne pokolenia. I właśnie to przyciągnęło mnie do Buckeye. Tajemnicy małego miasteczka Patricka Ryana. I to była bardzo udana lektura.

Jedno miasteczko. Dwie rodziny. Tajemnica, która zmienia wszystko.

W powojennym miasteczku w stanie Ohio chwila namiętności splata losy Cala Jenkinsa – mężczyzny dotkniętego doświadczeniem niespełnionego obowiązku – i Margaret Salt, kobiety próbującej za wszelką cenę ukryć swoją przeszłość. Obok nich są także Becky, żona Cala, obdarzona niezwykłą zdolnością kontaktu ze zmarłymi oraz Felix, mąż Margaret, którego wojenny los niespodziewanie zawisa na włosku. Rodzinna tajemnica, której nie da się pogrzebać na zawsze, powraca po latach, zmuszając następne pokolenie obu rodzin do konfrontacji z własną tożsamością oraz pytaniem o to, czym są miłość, strata i dobro. „Buckeye” to rozpisana na lata, poruszająca opowieść o przemilczeniach, winie i o tym, jak przeszłość nie przestaje kształtować przyszłości.

Pierwszą refleksją, która nasunęła mi się po lekturze, jest konkluzja, że nie mam wrażenia, że Ryan chciał na siłę napisać "wielką amerykańską powieść", a skupił się na ludziach i relacjach, nawet jeśli naznaczone zostały przez historyczne wydarzenia. One w tej książce są, dwie wojny traumatyzujące całe pokolenia Amerykanów, wypluwające z trzewi ludzi okaleczonych nie zawsze fizycznie, ale często emocjonalnie. A nawet poniekąd trzy, bo i I wojna naznaczyła jedno z pokoleń. Jednak to nie te wydarzenia są w centrum uwagi, bo Ryan uważnie przypatruje się ludziom i piętnu, jakie historia, wojna, trauma odciska na ludziach często rykoszetem.

Akcja powieści jest niespieszna, zdaje się płynąć sennie, jak senne jest życie w małym miasteczku. Ale niespieszność oznacza uważność, oznacza przestrzeń na detale, na zagłębianie się w subtelnie kreślonej historii każdego z bohaterów. Każda z "osób dramatu" wprowadzana jest na scenę z pełnym rodowodem, z całym bagażem doświadczeń od dzieciństwa, które tak naprawdę kształtowały osobowości i doprowadziły ich ścieżki do punktów stycznych. 

W suchej relacji ten background wydawać mógłby się zbędny, ale wcale taki nie jest, choć jego znaczenie często odkrywa się stopniowo. Jednak to dzięki niemu rozumiemy bohaterów i podejmowane przez nich decyzje, nawet te niewłaściwe lub budzące w nas sprzeciw, dogłębnie i w sposób niedostępny dla bliskich bohaterów. W ten sposób zmusza nas do refleksji nad tym, jak niemożliwym do objęcia jest pełne poznanie drugiej osoby, a tym samym jej rozumienie. Wszystkie drobne przemilczenia i niedopowiedzenia to tylko jedna strona bariery, która oddziela nas od drugiego człowieka. Drugą jest niemożność poznania wpływu wszystkich indywidualnych doświadczeń na osobowość. Widać to wyraźnie w przypadku spotkania po latach Toma i jego matki, kiedy kobieta przeprasza go za nieobecność, bo sama chciałaby takich przeprosin od własnej matki, ale dla młodego mężczyzny nie są one tym, czego oczekiwał i odbiera je jak afront.

Ryan świetnie i wieloaspektowo eksploruje temat osobistych traum, ale też pokazuje na jak wielu polach wojna - nawet ta toczona daleko od domu - wpływa na zwykłych ludzi, naznacza mężów, żony i dzieci. Odbiera życia w sensie metaforycznym i dosłownym. W tym aspekcie autor przekłada na rodzinną mikroskalę narodowe traumy Amerykanów: II wojnę światową z wojną na Pacyfiku oraz wojnę w Wietnamie. Jednak w centrum zainteresowania od początku do końca pozostają ludzie.

Choć w książce odnajdziemy mały nadnaturalny pierwiastek - niepozostający bez wpływu na bieg zdarzeń - to pozostaje ona do cna autentyczna zarówno w warstwie obyczajowej, jak i psychologicznej. Jest to jednocześnie opowieść o tajemnicach, tych trzymanych w dobrej wierze, i ich niszczycielskiej sile. 

Ryan pisze z klasą i subtelnością. Nie szczędząc bohaterom trudnych doświadczeń, stawia na relację czułego narratora, pełnego zrozumienia niedostępnego dla samych bohaterów. I choć opisywane zdarzenia niewątpliwie budzą emocje, a podczas lektury czuć falujące napięcie, jest w niej łagodność długo snutej gawędy. Lektura nie jest bowiem jedynie wiwisekcją traum, zadr i zaburzonych relacji, ale też daje kojące poczucie zrozumienia. 

Autor osiąga to, do czego dąży wielu pisarzy. Skupiając się na rodzinnej mikroskali, tworzy uniwersalną opowieść o ludziach niezwykłych w swej zwyczajności. Zagłębia się w pełne niuansów doświadczenia i emocje kształtujące osobowość, eksploruje drogę do poszukiwania swojej tożsamości, wyniszczającą moc tajemnic, ale też dojrzałą miłość, wsparcie i wybaczenie. Jest to historia o marzeniach, nadziejach, ich stracie i szukaniu siły. A także o tym, że jedyną stałą w życiu jest pamięć, nawet jeśli bardzo staramy się zapomnieć. Jej zaletą jest subtelność, niespieszność tworząca pole do refleksji i prostota przekazu. Bo nie ginąc w domysłach, możemy szukać głębi przekazu. Świetne literackie doświadczenie.

Autor: Patrick Ryan
Tytuł: Buckeye. Tajemnica małego miasteczka
Tłumacz: Anna Halberszt
Wydawca: Filia Literacka

Egzemplarz recenzencki 

Komentarze

Copyright © zaczytASY